Autor: Daro Opublikowano: 22 czerwca 2026, 17:15

Rolnicy pod ścianą, a rząd dokłada im kolejne przepisy



Polskie rolnictwo ledwo dyszy, a Ministerstwo Sprawiedliwości pracuje nad wdrożeniem unijnych regulacji, które mogą mocno uderzyć w gospodarzy. Chodzi o dostosowanie polskiego prawa do dyrektywy UE 2024/1203 dotyczącej przestępstw przeciwko środowisku.

Nowe przepisy mają zaostrzyć odpowiedzialność karną za naruszenia związane z ochroną środowiska. W praktyce rolnicy będą musieli jeszcze bardziej pilnować dokumentacji, pozwoleń, legalności stosowanych środków i zasad gospodarowania odpadami.

Brzmi urzędowo? No pewnie. Ale konsekwencje mogą być bardzo konkretne.

Za co będzie grozić kara?

Projektowane zmiany mają objąć między innymi:

stosowanie i obrót pestycydami bez wymaganych zezwoleń,

handel podróbkami i imitacjami środków ochrony roślin,

pobór wód powierzchniowych i podziemnych z naruszeniem przepisów,

nielegalne magazynowanie, transport i składowanie odpadów,

niszczenie siedlisk,

zabijanie, płoszenie lub handel chronionymi gatunkami.


Najwyższe kary przewidziano za tzw. ekozbrodnie. Jeśli działanie doprowadzi do trwałego zniszczenia ekosystemu, długotrwałego skażenia, nieodwracalnych zmian w środowisku albo śmierci człowieka, sprawcy może grozić nawet 10 lat więzienia.

Rolnik ma produkować czy tonąć w papierach?

Ochrona środowiska jest ważna. Tego nikt rozsądny nie kwestionuje. Problem zaczyna się wtedy, gdy rolnik, zamiast normalnie prowadzić gospodarstwo, musi coraz bardziej pilnować segregatorów, zezwoleń, zaświadczeń i kolejnych wymogów.

Bo w Polsce bardzo często teoria wygląda pięknie, a praktyka kończy się tak, że mały gospodarz dostaje po głowie, a wielkie interesy jak zwykle znajdą sobie prawników, doradców i furtki.

I tu pojawia się pytanie: czy nowe przepisy będą wymierzone w prawdziwe patologie, czy znowu najmocniej odczują je zwykli rolnicy?

A rolnicy już teraz walczą o przetrwanie

W tym samym czasie gospodarze protestują i alarmują, że sytuacja w rolnictwie robi się dramatyczna. Blokada drogi S3 ma być prowadzona 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu, aż do spełnienia postulatów.

Rolnicy domagają się między innymi rozmów z premierem Donaldem Tuskiem, dymisji ministra rolnictwa, ograniczenia napływu produktów rolnych z Ukrainy, zmniejszenia biurokracji, poprawy opłacalności produkcji i sprzeciwu wobec umowy UE-Mercosur.

Padają konkretne liczby. Pszenica po około 700 zł za tonę, nawozy po 3,5 tys. zł. I w takich warunkach rolnik ma jeszcze słuchać, że trzeba mu dołożyć kolejne paragrafy.

InfoKontra podsumowuje

Rolnicy nie proszą o luksusy. Chcą normalnie pracować, sprzedawać swoje produkty po opłacalnych cenach i nie być zasypywani kolejnymi obowiązkami.

Jeśli nowe przepisy mają ścigać prawdziwych trucicieli środowiska, dobrze. Ale jeśli skończy się na tym, że zwykły gospodarz będzie drżał przed każdą kontrolą, bo nie zgadza się papier, termin albo pieczątka, to będzie kolejny przykład, jak unijna biurokracja wjeżdża ludziom na podwórko z butami.

A potem politycy będą się dziwić, że rolnicy wychodzą na drogi.

#InfoKontra #Rolnicy #Rolnictwo #PolskaWieś #ProtestRolników #UniaEuropejska #Pestycydy #OchronaŚrodowiska #Tusk #Mercosur

Odsłony artykułu: 23
0 0 głosy
Ocena artykułu
Subskrybuj
Powiadom o
0 Komentarze
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
0
Chętnie poznam Twoje przemyślenia, skomentuj.x